Nie powiem, że wychowałem się na powieściach Joanne Rowling o Harry’m Potterze, ale były one dość ważną częścią mojego nastoletniego życia. Dlatego z mieszanymi uczuciami przyjąłem informację o realizacji spin-offu, opowiadającego o życiu autora Fantastycznych zwierząt Newta Skamandera. Bałem się, że z tego świata, tak sprawnie stworzonego na kartach powieści, nie będzie się dało dużo wycisnąć. Bałem się też Eddiego Redmayne’a w roli w głównej. Cieszę się, że pomyliłem się tak mocno. Nigdy chyba nie czułem tak dużej radości z własnej pomyłki.

W skrócie: jesteśmy dobrych kilkadziesiąt lat przed narodzinami Harry’ego Pottera – Newt Skamander (Eddie Redmayne) przybywa do USA, w których społeczność czarodziejska bardzo mocno dba o swoje bezpieczeństwo i dyskretnie działa w podziemiach. Ten pozorny spokój nie trwa jednak długo, gdyż działalność rozpoczyna niejaki Geralt Grindelwald. Tajemnica, w której żyją czarodzieje staje pod znakiem zapytania także z powodu tajemniczych wydarzeń związanych z działalnością pewnego kościoła, któremu przewodzi demoniczna Mary Lou (fantastyczna Samantha Morton).

maxresdefault-1

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, zgodnie z zapowiedzią film otwierający długą serię, są dla mnie swoistym powrotem do domu. Jako dzieciak pokochałem świat czarodziejów Harry’ego Potter i dość emocjonalnie przeżyłem rozstanie z nim wraz z zakończeniem drugiej części Insygniów śmierci. Jednak jak wspomniałem, nie byłem przekonany czy jest do czego wracać, szczególnie pod przewodnictwem Davida Yatesa, który tak rozczarował swoją niedawną próbą podejścia do historii Tarzana. Okazała się jednak, że powrót na stare śmieci pomógł także i jemu. Historia w Fantastyczny zwierzętach, napisana w całości przez samą J.K. Rowling, to dowód na to, że świat stworzony w jej wyobraźni jest absolutnie nieprzebranym źródłem filmowych inspiracji. Co ważne, Rowling doskonale wie, jak stworzyć opowieść na potrzeby kina, co nie było takie oczywiste mając w pamięci fakt, że żadnej z ekranizacji swojej oryginalnej powieści nie pisała. Tutaj jest jedynym scenarzystą, co odbija się na filmie zarówno na plus, ze względu na niekwestionowane mistrzostwo w ekspozycji bohaterów, jak i na minus z powodu nierównego tempa opowieści. Jednak parafrazując słynny cytat z Misia, niech minus nie przesłonią Wam plusów, których tutaj jest zdecydowanie więcej. Od bohaterów, z których każdy ma swoje pięć minut i co istotne żaden nie jest tylko przysłowiowym elementem scenografii, przez cudownie stworzone postaci tytułowych fantastycznych zwierząt, po naprawdę wciągającą, emocjonalnie wiarygodną historię. Nie jest ona co prawda raczej przeznaczona dla dzieci, bo dużo w czarodziejskim Nowym Jorku mroku i, nie ukrywajmy, śmierci. Jednak starszych, tych którzy książki o Potterze czytali mając kilka/kilkanaście lat, na pewno ta bardziej poważna, mniej kolorowa atmosfera wciągnie i zaciekawi.

fantastic-beasts-and-where-to-find-them-26

Zacząłem wyliczankę od bohaterów, bo o nich zawsze chodziło w filmach o Potterze. Teraz głównym jest Newt, w mistrzowskiej interpretacji Eddiego Redmayne’a. Nie sądziłem nigdy, że będę tak chwalił tego aktora za jego naturalne, genialnie w tym filmie wykalibrowane neurozy oraz charyzmę, której dawno u niego nie widziałem. Świetnie partnerują mu Katherine Waterston jako Tina i przezabawny Dan Fogler w roli jedynego mugola opowieści, czyli Jacoba Kowalskiego. Drugi plan to królestwo Morton, Ezry Millera i zaskakująco dobrze czującego się w tym świecie Colina Farrella. Jest też tajemnicze cameo, na które mocno czekałem i nie zawiodłem się. [SPOJLER] Prezentacja Geralt Grindelwald wypadła imponująco.

Ponoć w tym filmie brakuje magii, ponoć to już nie to co w Hogwarcie. Ja jednak od razu pokochałem te nowe postaci i chcę więcej fantastycznych zwierząt. Lepszego origin story ze świecą szukać.